Ludzie

A z czym nie może się pogodzić Twoja teściowa?

Stosunki na drodze synowa – teściowa bywają różne i każdy to wie. Ja na swoją teściową narzekać nie mogę. Na pewno nie dlatego, że robi mi na złość czy inne tego typu rzeczy. Raczej mogę narzekać, że momentami jest aż za „kochana”. Wiecie o co chodzi. Chce dla mnie jak najlepiej czasami aż za bardzo, a to też bywa męczące. Jednak uogólniając, to po prostu jest między nami spoko.

Nie wtrąca się w nasze życie z M., rozumie, że mam inne podejście do wielu rzeczy, pamięta, że mam awersję do różu, więc jak chce nam coś kupić do mieszkania, to unika tego koloru, nawet jeżeli miałyby to być pokrywki od pojemników na żywność (oczywiście, aż takiego wstrętu nie mam, ale to miłe z jej strony).

Jednak chociaż jakby było nie wiadomo jak kolorowo, to zawsze znajdzie jakiś mały szkopuł, wyjątek, coś, co gdzieś tam uwiera i delikatnie przeszkadza. W moim przypadku nie jest inaczej. I ta mała, malutka rzecz, która nie daje spokoju mojej teściowej, znajduje się w moim mieszkaniu. A właściwie to jej tam brakuje…

Zanim przejdę do sedna to kilka słów wyjaśnienia. Mieszkania w Turcji zazwyczaj są puste i nawet chcąc je wynająć, trzeba liczyć się z tym, że oprócz mebli w kuchni resztę trzeba mieć swoją. Ma to swoje plusy i minusy. Minus to oczywiście dodatkowe koszta, które trzeba ponieść na samo dzień dobry, jeżeli dopiero „idziemy na swoje”, nawet jakby to miały być podstawowe rzeczy. Plus w tym wszystkim jest taki, że jak już coś kupimy, to jest to nasze, więc przy kolejnej zmianie mieszkania o większość rzeczy nie musimy się martwić. Wszak nie kupujemy co roku nowej pralki, łóżka, kanapy czy nie wymieniamy wszystkich mebli jednocześnie. No, chyba że ktoś ma taki kaprys, to ja się nie wtrącam. Wiadomo.

No i my też na świeżo z M. szliśmy na swoje po mojej przeprowadzce do Turcji. Na szczęście podoba nam się ten sam styl, więc z wyborem mebli czy dodatków w ogóle nie mieliśmy problemu. Całe mieszkanie urządziliśmy sami i nikt nam się do tego nie wtrącał. Oboje wychodzimy z założenia, że im mniej, tym lepiej, nie ma co zagracać niepotrzebnie przestrzeni, więc generalnie w mieszkaniu mamy tylko to, co faktycznie używamy i jest potrzebne.

Jeżeli ktoś ma w mieszkaniu dodatkowy pokój, który nie jest salonem, sypialnią czy pokojem dla dziecka, to zazwyczaj nazywa się go pokojem dla gości. My taki pokój gościnny przerobiliśmy na mój pokój do pracy, ale że gości lubimy mieć i zdarza się, że ktoś zostaje u nas na noc, no to w tym moim „biurze” stoi taka zwykła rozkładana kanapa (ale wygodna, żeby nie było). W salonie mamy natomiast kanapę narożną i stół z sześcioma krzesłami. Żadnych foteli, bo nam to zwyczajnie nie jest potrzebne. I to tyle, jeżeli chodzi o nasz komplet wypoczynkowy. I tutaj wchodzi ona, turecka teściowa.

Teściowa choruje, więc bywa u nas bardzo rzadko. Mieszkanie bardzo jej się podoba, ale…

No i w końcu mamy to nasze „ale”, ten szkopuł, z którym teściowa bardzo by chciała, ale nie może się pogodzić za każdym razem, kiedy nas odwiedza. A chodzi o ilość kanap w mieszkaniu.

Gdyby tylko mogła, ba, właściwie za każdym razem rzuca nam luźne propozycje, że w ramach prezentu bla bla bla, jeżeli tylko się zgodzimy, to ona bardzo chętnie nam jeszcze jakąś ładną kanapę do mieszkania sprawi.

A właściwie to według niej przydałaby nam się jeszcze jedna taka duża, narożna kanapa do salonu i może tak jeszcze ze dwa, a może cztery fotele, a do mojego biura koniecznie jeszcze jedna rozkładana kanapa i w sumie fotele też by można było wcisnąć. Na pytanie po co, odpowiada zupełnie poważnie, że przecież jakby przyszli goście, to muszą gdzieś usiąść.

Znajomi na kawę czy planszówki wpadają dość regularnie, ale zazwyczaj nie wszyscy na raz, bo ciężko znaleźć czas, który by wszystkim odpowiadał, a turecka rodzina zazwyczaj spotyka się w mieszkaniu teściów. Dotychczas największa liczba osób, która była jednocześnie u nas w mieszkaniu to siedem czy osiem, raz moja rodzina, a raz znajomi, którzy wpadli na obiad. I wierzcie mi, że wszyscy zawsze siedzieli wygodnie, dla nikogo nie zabrakło miejsca, a na upartego, jakby ktoś jeszcze wpadł niezapowiedziany, to w zapasie były cztery krzesła kuchenne i dwa fotele typu „gruszka”.

Jednak moja teściowa zakłada, że goście to mogą przyjść do nas w liczbie piętnastu czy dwudziestu osób. Chociaż nawet u nich, pomimo dużej rodziny, nigdy takiej ilości nie widziałam. Tyle, że wiecie… Ona w salonie ma cztery kanapy i cztery fotele, a w pokoju gościnnym dwie duże kanapy i dwa fotele, więc to ni jak ma się do naszej biednej, narożnej kanapy w salonie.

Ot, taka turecka moda. Im więcej kanap i foteli w mieszkaniu, tym lepiej.

A jak tam Wasze teściowe?


Photo by Sven Brandsma on Unsplash