Dlaczego Turcja?


Nic specjalnego

Moje życie nie wyróżniało się niczym specjalnym, oprócz tego, że lubiłam robić mnóstwo rzeczy jednocześnie (miałam taki moment w życiu, że chodziłam do 3 różnych szkół w tym samym czasie. Stare, dobre czasy.). Poza tym studiowałam i wiodłam zwykłe studenckie życie. Wiadomo. Od wykładu do imprezy.

Juwenalia 2013

Byłam wtedy na drugim roku studiów. Piękna pogoda, odwołane zajęcia, wielkie grillowanie na terenie uczelni i doborowe towarzystwo, a później after party na dobre rozpoczęcie Juwenaliów.

Impreza w klubie jak to impreza. Bez szału, tłoczno i właściwie to lepiej stać w miejscu, żeby go ktoś zaraz nie zajął. I tak stojąc sobie, i nikomu nie wadząc (mam nadzieję) rozglądałam się wokół, aż zobaczyłam go – uśmiechniętego i patrzącego w moją stronę Turka. Tak, wiedziałam, że to Turek, ale to zupełnie inna historia.

Muzyka była głośna, porozmawiać za dobrze się nie dało. Przedstawił mi się, ale oczywiście po minucie już nie pamiętałam jego imienia. Pogawędka nie trwała zbyt długo, bo jeden z moich znajomych chciał wyjść na chwilę na zewnątrz, więc z nim poszłam. Wracając po kilku minutach do środka, minęłam się z nowo poznanym w drzwiach. On właśnie kończył imprezę, bo znajomi, z którymi przyszedł, chcieli wracać. Pożegnałam się więc i wróciłam do środka, aby dołączyć do reszty znajomych.

Nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy moim oczom znowu ukazał się on. Stanął przede mną i powiedział, że poczuł, że musi wrócić. Do teraz się śmiejemy, że to musiało być przeznaczenie. Bo tak jak wrócił, tak już jest ze mną 6 lat.

Wiadomo jednak, że to, co dobre, szybko się kończy. Skończył się rok akademicki, kończył się Erasmus i trzeba było się pożegnać. Mimo trudnej sytuacji chcieliśmy spróbować.

Co dalej

Rozmowy na Skype były codziennie, jedna najdłuższa rozmowa trwała bodajże ponad 16 godzin. Skype był włączony w nocy, w ciągu dnia, ciągle. Naprawdę ciągle. Nie było łatwo.

Mijały tygodnie, miesiące i było coraz ciężej. W końcu padła propozycja, że może mogłabym przylecieć na 2 tygodnie podczas przerwy semestralnej. Nikomu nic nie mówiąc, zaplanowałam cały wyjazd. Kupiłam bilety, wyrobiłam nowy paszport (stary stracił ważność) i odliczałam dni do wylotu. Po ponad 7 miesiącach zobaczyliśmy się ponownie.

2 tygodnie minęły zbyt szybko, były łzy, znowu rozstanie, bolało. Zaczęło się kombinowanie co dalej. M. zaczął szukać sposobu, aby przylecieć ponownie do Polski. Znalazł wolontariat w ramach EVS. Po 4 miesiącach przerwy znowu byliśmy razem. Ja w tym czasie skończyłam studia licencjackie, znalazłam pracę i rozpoczęłam studia magisterskie. Czas leciał, EVS się kończył.

Gdyby się dało, to kupiłabym sobie „miesięczny” do Turcji

Potem było już „statycznie”. 3-4 miesiące i leciałam na trochę do Turcji. Wracałam. 3-4 miesiące i znowu byłam w Turcji. I tak w kółko. Miałam o tyle dobrze, że od czasu do czasu mogłam pracować zdalnie, więc wyjazdy nie były problemem.

Tak mijały kolejne miesiące i lata. W międzyczasie M. jeszcze raz przyleciał do Polski na Boże Narodzenie. Ja zdążyłam skończyć kolejne studia i rozpocząć nową pracę. I wtedy coś zaczęło pękać.

Dorosłość

Studenckie beztroskie życie się skończyło, dopadła mnie dorosłość, chęć jakiejś stabilizacji w życiu. Zaczęło męczyć mnie latanie „na chwilę”. W międzyczasie w rodzinie M. pojawiły się pewne problemy, nie było możliwości, żeby M. przeniósł się do Polski. Pozostały dwie opcje. Jedną było rozstanie, co w ogóle nie wchodziło w grę, bo nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Drugą było kupienie biletu w jedną stronę, rzucenie pracy, spakowanie walizki i przeprowadzka.

I takim oto sposobem jestem. W Turcji. W Beyşehir.

Kłamałam

Po drodze wydarzyło się jeszcze mnóstwo innych rzeczy, a bilet tak naprawdę miałam w dwie strony, bo była promocja na lot „tam i z powrotem”, ale może zostawmy to na później.