Lato, lato i po lecie…

Cześć! Poniższy wpis to jeden z wielu, jakie ja i inne dziewczyny napisałyśmy w ramach projektu “Lato, lato i po lecie…” dla Klubu Polek na Obczyźnie. Cieszę się, że mogłam wziąć w nim udział. Po pierwsze miałam motywację, żeby napisać coś innego niż tylko zawodowe teksty, a po drugie fajnie sobie wszystko podsumowałam. Ostatnie miesiące są z pewnością dziwne dla nas wszystkich. 

Lato kończy się dla mnie kiedy…

… zaczyna się kalendarzowa jesień. Brzmi może bardzo płytko, ale dla mnie to jasna i klarowna granica. Gdybym mieszkała w Polsce, pewnie powiedziałabym, że lato kończy się wraz z piękną, słoneczną pogodą, ale odkąd mieszkam w Turcji i ciepłą aurą mogę cieszyć się nawet do listopada, pogoda przestała dla mnie oznaczać koniec lata/początek jesieni. W tym roku miałam jednak dużo szczęścia i na końcówkę lata załapałam się w Polsce. Mogłam cieszyć się tą piękną, soczystą, polską, letnią zielenią pierwszy raz od trzech lat.

Tegoroczne, koronne lato, było inne niż poprzednie…

… tego nie da się ukryć. Myślę, że dla wielu to lato było inne niż wszystkie. Sporo słonecznych, gorących dni przesiedziałam w domu, musiałam zrezygnować z wielu planów, sporo celów nie zostało osiągniętych. I chociaż początkowo czułam złość, że nie mam nad niczym kontroli, z czasem z pokorą to zaakceptowałam. Bez sensu jest być ciągle nerwową i zdenerwowaną z powodu rzeczy, na które nie ma się absolutnie wpływu. Tegoroczne lato dokładnie mi pokazało, jak przewrotne może być życie. Macie też czasami wrażenie, że już nie pamiętacie, jak wyglądało nasze życie sprzed koronawirusa? Jak szybko i nagle zmieniło się pojęcie naszej szarej codzienności?

Jeden plus tego dziwnego lata to…

…fakt, że mimo wszystko udało mi się polecieć do Polski na całkiem długi czas. Myślałam, że i te plany będę musiała odwoływać, ale ostatecznie wszystko poszło zgodnie z moim zamiarem, a nawet lepiej, bo byłam dłużej niż początkowo planowałam. Podróż zarówno do Polski, jak i z powrotem przebiegła bez większych problemów. Mogłam zobaczyć moją rodzinę, a oni mogli spędzić sporo czasu z Melisą. Nie chciałabym się już nigdy obawiać, że zamkną granicę, że po przylocie gdziekolwiek będę musiała mieć kwarantannę, ale nikt mi takiej pewności już nie da. Jak się przeprowadzałam do Turcji, to myślałam sobie, że to w sumie nie tak daleko. Raptem trzy godziny samolotem. Sporo dobrych połączeń. A potem przyszedł kwiecień 2020 i ta myśl z podkulonym ogonem poszła do kąta. Ach, jakie życie potrafi być przewrotne…

Bory Tucholskie

A minus to…

…ale tylko jeden? Tu by można wypisać całą listę minusów… Z pewnością żałuję, że nie pokazałam Melisie wielu wspaniałych miejsc, które miałam w planach. Cieszę się, że jednak jeszcze wszystko przed nami, ale jednak smutek po tym lecie pozostał. Zamiast pięknych plaż i wycieczek siedziałyśmy w basenie na balkonie. W sumie kto by pogardził prywatnym basenem prawda? 🙂 

Lato się kończy, a ja nie mogę doczekać się…

… Świąt Bożego Narodzenia. Czy to już przereklamowane? Zawsze po lecie czekam na grudzień. Nie lubię specjalnie jesieni, jestem team lato, upały i słoneczko. Mam tylko nadzieję, jak zawsze w ciągu ostatnich miesięcy, że nic nie pokrzyżuje moich świątecznych planów. Przyznam szczerze, że nie chciałabym utknąć w Turcji w grudniu, ale wszystko się może zdarzyć, a obecna sytuacja wcale nie napawa optymizmem. Cóż… Pożyjemy, zobaczymy.

A na koniec powiem tylko…

… żebyśmy dbali o siebie i o innych w swoim otoczeniu, przestrzegali zasad higieny, nosili prawidłowo maseczki, dezynfekowali ręce. Wiem, że nie uchroni nas to w pełni, ale z pewnością zminimalizuje ryzyko zachorowania czy zarażenia innych. Róbmy wszystko, aby kolejne lato było już takie, jakie sobie zaplanujemy.

 

Poprzedni wpis z serii “Lato, lato i po lecie…” możecie przeczytać u Wioli z bloga WIOSWAY, a następny pojawi się w środę u Dominiki z bloga KIERUNEK KUBA.

Bory Tucholskie
Bory Tucholskie