Szczepienia w Turcji w trakcie trwania koronawirusa

Według kalendarza szczepień nasza kolejna wizyta w przychodni powinna odbyć się w lipcu. Jednak już od kilku miesięcy wiedzieliśmy, że wprowadzono dodatkową dawkę szczepienia przeciw odrze. Powiedziano nam wprost, że to przez napływ uchodźców ze wschodu, którzy się nie szczepią. Po kolejnych falach napływu ludzi zza wschodniej granicy zaczęto odnotowywać nowe przypadki zachorowań. 

W styczniu na bilansie powiedziano nam, że nie wiadomo kiedy dokładnie będzie to dodatkowe szczepienie, będą dzwonić. Zadzwonili kilka dni temu, że w czwartek o 10. Przyznam, że miałam obawy. Od miesiąca nie byłam na zewnątrz i czułam się z tym dobrze, a przede wszystkim bezpiecznie w swoich czterech ścianach. Tyle że w trakcie trwania koronawirusa inne choroby nie zniknęły, więc decyzja była oczywista.

Szczepienie było na konkretne godziny, tak żeby, poszczególne osoby nie miały ze sobą kontaktu. Dorośli obowiązkowo maseczki, cały personel w maseczkach. Do lekarza rodzinnego w poczekalni nie czekał nikt. W budynku tylko my, pielęgniarki i lekarz. Szybka akcja, bez zbędnych formalności. W międzyczasie przyszła jakaś inna mama z dzieckiem, trochę szybciej, niż była umówiona. Musieli poczekać na zewnątrz, aż my wyjdziemy. Całość nie zajęła więcej niż kilkanaście minut. Spokojna wróciłam do domu.

W Turcji nadal obowiązuje zakaz wychodzenia z domu osób poniżej 20 roku życia (także powyżej 65 roku życia). Szczepienia są oczywiście wyjątkiem.